WordPress napędza ponad 40% internetu - i to jest jego największa wada, kiedy konkurujesz o klienta premium. Twoja strona wygląda jak strona konkurencji, bo dosłownie powstała z tego samego motywu.
Co naprawdę kupujesz w szablonie
Motyw za 60 dolarów to kod pisany dla wszystkich, czyli dla nikogo. W praktyce oznacza to średnio 2–4 sekundy ładowania, kilkadziesiąt wtyczek o sprzecznych interesach i design, który był nowoczesny trzy lata temu.
- Każda wtyczka to potencjalna dziura bezpieczeństwa i kilkadziesiąt kilobajtów skryptów.
- Strona renderuje się po stronie serwera PHP - wolniej, niż Google by chciał.
- Zmiany ponad możliwości motywu wymagają walki z cudzym kodem.
Co zmienia autorski kod
Strona w Next.js jest generowana statycznie i serwowana z CDN - ładuje się w ułamku sekundy na całym świecie. Nie ma wtyczek, bo funkcje są wbudowane. Nie ma sufitu możliwości, bo kod jest Twój.
U naszych klientów przepisanie strony z WordPressa na autorski kod podnosiło wynik Google PageSpeed z 40–60 do 100/100 - a liczba zapytań rosła średnio o 40% w pierwszy miesiąc.
Przykład z naszego portfolio: kancelaria Lexa & Partners po przepisaniu strony odnotowała +40% zapytań ofertowych w cztery tygodnie.
Kiedy WordPress ma sens
Uczciwie: jeśli Twój budżet to 3–5 tysięcy, a strona ma być wizytówką z telefonem - WordPress wystarczy. Autorski kod zaczyna się opłacać, gdy strona ma sprzedawać: gdy jeden klient jest wart kilka tysięcy i więcej, różnica konwersji spłaca projekt wielokrotnie.
Decyzja sprowadza się do jednego pytania: czy strona jest kosztem do zminimalizowania, czy aktywem, które ma zarabiać?